1
mar/10
1

Żółta plakietka – Zezwolenie na focenie.

Identyfikator

Identyfikator

Ukończyłem kurs fotografowania i filmowania podczas celebracji liturgicznej, tak nazywa profesjonalnie owa żółta plakietka na załączonym obrazku. Na kurs polowałem już kilka miesięcy i w końcu nadarzyła się okazja. Parafia do której należę wysyłała na kurs fotografii i filmowania do Tarnowa. Wystarczyło mieć skierowanie od parafii oraz skontaktować się z Tarnowem w celu potwierdzenia uczestnictwa w kursie. Dodatkowo wymagali dwóch fotografii oraz darowizny w wysokości 50zł. Kurs odbywał się w soboty od 9 do 13 i trwał aż albo tylko dwa bite dni. Z myślą na przyszłość pasowało by mieć ową plakietkę, bo kto wie może kiedyś tak jak planuję zajmę się fotografowaniem par młodych i uwiecznieniem ich życiowej decyzji. Nie będę owijał w bawełnę ale już za sobą mam dwa weseliska a i już w październiku szykuje się kolejne. Nie są to Bóg wie jakie zlecenia, po prostu znajomi znajomych którzy chcą trochę zaoszczędzić na pamiątce w postaci zdjęć a ja dzięki temu mogę się trochę podszkolić.

Wracając do kursu fotografii to wiało trochę nudą, to co najważniejsze oraz to co chciałem się dowiedzieć spokojnie na to wystarczyła by godzina lub dwie. Jadąc na taki kurs chciałem się dowiedzieć co mogę a co nie, gdzie mogę się posunąć jak ma się zachować aby nie przeszkodzi duchownemu w prowadzeniu liturgii. Wszystkiego się dowiedziałem ale tak na prawdę wszystko zależy od duchownego który prowadzi daną liturgie, to z nim się wszystko ustala. Najlepiej podejść godzinę przed weseliskiem lub dzień przed i zapytać się wprost co mogę a co nie. Jak się dowiedziałem na kursie nie wszyscy duchowni życzą sobie lampy, a bez lampy na mich kitach nie za bardzo dam radę bo co to za frajda focić na najwyższym ISO same szumy i nic więcej. Drugą metodą jest poproszenie duchownego o włączenie wszystkich możliwych świateł w kościele ale to wiąże się z kosztami, no chyba że kościół jest jasny to jeszcze człowiek jakoś to przeżyje. Tak na prawdę jak by się uparł to plakietka która ma zezwalać na fotografowanie podczas celebracji liturgicznych mało co się przyda, no chyba że trafi się nam jakiś uparty proboszczu który bez tego nie dopuści do uwiecznienia przyszłych małżonków. A słuchy ostatnio dochodzą mnie takie że kilka już parafii tego wymaga i zdarzyło się że para młoda nie miała pamiątki. No cóż tak czy siak myślę że warto było poświęcić  2 weekendy na zrobienie takiego kursu. Dodam że na kursie było ponad 200 osób, wśród nich amatorzy tacy jak ja i profesjonaliści którzy zajmują się tym zawodowo kto wie może i ja kiedyś dołączę do grona tych zawodowych. A tym czasem nic innego mi nie pozostaje jak zbierać doświadczenia i sprzęt bez którego ani rusz.

Tak na marginesie myślę że w ciągu kilku miesięcy uda mi się uruchomić (zmodernizować) moje folio które już czeka kilka bitych miesięcy. Pojawią się również zdjęcia z wesel jak i nie tylko, obecnie jestem w trakcie obróbki ładnej sumki zdjęć starych jak i nowych które jeszcze nie ujrzały światła dziennego. To wszystko będzie można zobaczyć na moim folio: www.maciejbadowski.pl


Zakres tematyczny: Fotografia, Prywatnie
Komentarze (1) Trackbacks (0)
  1. szuman
    14:28, 6 marca 2010

    rzadko ludzie chwalą się posiadaniem żółtych papierów ;) gratulacje, ja pewnie za rok sobie zrobię, bo – jak napisałeś – czasem może się przydać.

Dodaj komentarz

Brak trackbacków.